sobota, 28 października 2017

Gra w kolory

W deszczową środę, 25 października nasze panie, bo byliśmy z pierwszą „b”, zabrały nas do Muzeum Narodowego.  Wychowawczyni spakowała do plecaka farby, palety , pędzle i kartki. Powiedziała, że czeka nas dzisiaj fajna niespodzianka. No i sprawdziło się. Nie jechały tramwaje. Jakiś pan na przystanku oznajmił, że od prawie dwóch godzin nie przyjechał żaden tramwaj, a więc nadzieje na szybkie wejście do suchego miejsca, zostały szybko rozwiane. Nasza pani nie dawała za wygraną. Poszliśmy na przystanek autobusowy. Znowu oczekiwanie. I nagle światełko w tunelu, podjechała nasza „czwórka”. Bardzo miła pani – motorniczy, wpuściła nas do pojazdu i ruszyliśmy. Udało się. Zdążyliśmy! Panie kupiły bilety, przyszła przewodniczka, wzięliśmy poduchy i zaczęło się nasze spotkanie z kulturą. Niektórzy z nas pierwszy raz przekroczyli próg muzeum, inni pokrzykiwali: Ja już tutaj byłem! Pani przewodniczka szybko ogarnęła nas i tak interesująco prowadziła zajęcia, że przemieszczaliśmy posłusznie od obrazu do obrazu. Odpowiadaliśmy na mnóstwo pytań, a czego nie wiedzieliśmy, pani nam wytłumaczyła. Powiedziała, że jesteśmy bardzo spostrzegawczy . Szybko opanowaliśmy tajemnice łączenia kolorów, nauczyliśmy się dzielić kolory na podstawowe i pochodne. Później musieliśmy już tylko wykorzystać naszą wiedzę w praktyce i Coś! namalować. Ależ mieliśmy pomysły! Malowaliśmy drzewa, tęcze, pejzaże i co komu przyszło do głowy.
Wychodząc z muzeum, znowu powitał nas deszcz i bardzo długo czekaliśmy na nasz tramwaj. Zmokliśmy trochę, bo kto z nas ustoi w miejscu i pod daszkiem przystanku? Kiedy wreszcie udało się dotrzeć do szkoły pani zaparzyła ciepłej herbatki i poczęstowała nas serniczkiem.

Pomimo tylu przeszkód i tak to był super dzień!

Gra w kolory - GALERIA

niedziela, 22 października 2017

Co słychać w pierwszej "a" ?

Minął wrzesień i październik powoli się kończy. Każdego dnia odkrywamy coś nowego, poznajemy się nawzajem coraz lepiej. Znamy już cztery samogłoski i dwie spółgłoski, no i możemy już układać modele wyrazów, krótkich zdań i zaczynamy czytać. Teraz jeszcze lubimy słuchać jak ktoś nam czyta, ale próbujemy swoich sił, więc biegamy do biblioteki i sięgamy po książeczki, każdy wybiera co go interesuje najbardziej. Dodajemy i odejmujemy w zakresie pięciu. Wymyślamy różne zadania, a potem wspólnie je rozwiązujemy. Poznajemy otaczający nas świat.


W piątek 13 października z panią Martą Kędzią przygotowaliśmy niespodziankę dla nauczycieli i pracowników szkoły z okazji ich święta. Chyba wszystkim się podobało, bo otrzymaliśmy gromkie brawa i podziękowania.


Tego samego dnia, w szkole odwiedził nas pan Łukasz Wierzbicki, autor takich książek jak: „Afryka Kazika” i „Dziadek i Niedźwiadek”. Pan Łukasz okazał się niezwykle sympatycznym człowiekiem. Już jak mały chłopiec, głowę miał wypełnioną marzeniami i przeróżnymi historiami, o smokach, rycerzach, zwierzętach i kiedy był w naszym wieku postanowił napisać swoją pierwszą książkę. Później słuchając niezwykłych opowieści swojego dziadka o panu Nowaku, który rowerem przejechał prawie przez całą Afrykę, postanowił sam odwiedzić niektóre z tych miejsc, a efektem opowieści dziadka i podróży jest książka „Afryka Kazika”. Pan Wierzbicki pokazał nam, że jeżeli czegoś bardzo chcemy, to możemy realizować swoje marzenia. Pan Łukasz tak ciekawie przedstawiał historie z odbytych podróży po świecie, że momentami miało się wrażenie, że jest się w Afryce albo w innym zakątku świata. Niektórzy z nas zakupili sobie książkę autora z jego autografem.


Byliśmy też w Teatrze Animacji na przedstawieniu „Słoń i kwiat”. Ogólnie nam się podobało, chociaż niektórym z nas nie wszystko. Cały teatr był wypełniony widzami i słychać było, że dzieci dobrze się bawią. Rozmawialiśmy z panią o naszych wrażeniach, w każdym razie najważniejsze, że zrozumieliśmy przesłanie spektaklu, związane z marzeniami. Ciekawe czy nasze marzenia kiedyś się spełnią, a mamy ich sporo!


Lubimy lekcje muzyki, kiedy odwiedzają nas fantastyczni ludzie z Filharmonii Pomysłów. Można się pośmiać, pobawić i wiele nauczyć !


Czas mija nam bardzo szybko, bo sprzyja nam jesienna pogoda, jest ciepło i dużo czasu spędzamy na placu zabaw. Próbowaliśmy też swoich sił we wspinaczce na „ pająka” w pobliżu szkoły, ale takie wyzwania to dla nas pestka!





W tym tygodniu odwiedzimy Muzeum Narodowe, będziemy zwiedzać i uczyć się jak łączyć kolory, a potem coś namalujemy. Chyba będzie ciekawie!

niedziela, 8 października 2017

Wizyta w fabryce w Rokietnicy

Po raz  kolejny, dzięki uprzejmości jednego z rodziców, a mianowicie, mamy Marcina z pierwszej b mogliśmy zobaczyć coś interesującego. Otrzymaliśmy zaproszenie do fabryki KINGSPAM, mieszczącej się w Rokietnicy, w której produkuje się różnego rodzaju pojemniki do segregowania śmieci i nie tylko. Kiedy dotarliśmy na miejsce, przywitali nas pracownicy fabryki. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Jedna, swoją przygodę rozpoczynała od zwiedzania hali produkcyjnej, a druga w tym czasie wykonywała prace plastyczne, rozwiązywała rebusy i zagadki, a wszystko tematycznie związane było z segregowaniem śmieci. Przed wyjściem na halę produkcyjną otrzymaliśmy okulary ochronne i zatyczki do uszu. Mieliśmy też kamizelki odblaskowe, ale te mamy w szkole, więc zabrały je nasze panie, a wszystko po to, abyśmy czuli się bezpiecznie. Zaopatrzeni we wszystkie wspomniane akcesoria ruszyliśmy zwiedzać fabrykę.  Spacerowaliśmy wyznaczonymi ścieżkami, rozglądając się wokół, a działo się wiele. Pracownik fabryki, bardzo miły pan, pokazał nam najpierw granulat, z którego wyrabia się te pojemniki. Mogliśmy go dotykać. Następnie zobaczyliśmy zmielony produkt, do którego dodawane są barwniki, bo przecież pojemniki bywają w różnych kolorach, a każdy z nich oznacza inny rodzaj odpadów. Zobaczyliśmy takie ogromne pudła, które zaopatrzone w paliwo zastępują małą stacją benzynową oraz takie, które służą do przechowywania piasku, potrzebnego w okresie zimy, kiedy jest ślisko. Ogólnie wszystko nas interesowało w tej fabryce. Teraz patrząc na pojemniki do segregowania śmieci, wiemy gdzie i w jaki sposób one powstają.

Dostaliśmy też swoje identyfikatory. Niektórzy z nas następnego dnia przyszli z nimi do szkoły, nadal czuliśmy się tacy ważni.

niedziela, 1 października 2017

Pobyt w Witoldzinie

Od kilku dni pani mówi, że zabierze nas do takiego ciekawego miejsca. Zawsze to powtarza, kiedy pojawia się temat zwierząt, a my zadajemy mnóstwo pytań: Gdzie to jest? Co tam będzie? Maciek ciągle pyta: Czy będzie tam surykatka?, każdy o zwierzątko, do którego się przyrównywał podczas zajęć z panią psycholog. Pani jakoś tajemniczo odpowiada tylko: Kochani, zobaczycie sami.

No i wreszcie w piątek rano wyruszyliśmy do miejscowości Witoldzin, bo właśnie tam jest to gospodarstwo agroturystyczne. Powitała nas przemiła pani Joasia, która po kolei brała do ręki kury, kaczki, indyki, gęsi i opowiadała jaka to rasa, pokazywała jaja, jakie znoszą i takie tam różne ciekawostki o kolorze upierzenia itd. Ptaki porozłaziły się gospodyni, a jak kogut gonił kury, to ktoś powiedział: Patrz bawią się w berka! Było zabawnie, pani się uśmiała, my mieliśmy dużo frajdy. Widzieliśmy sarenkę, przeróżne gołębie, papugi, bażanty, kucyka, nutrie, dzika. Franek dopominał się , kiedy pójdziemy do królików, bo one maja takie mięciutkie futerka. No, a kto był na spacerze z kozą na smyczy, bo my tak! Kiedyś pani Joasia miała jeszcze daniele i kozły, zostały po nich zrzucone poroża i rogi. Śmiesznie wyglądaliśmy mając je na swojej głowie. Kiedy zdążyliśmy obejść gospodarstwo, panie zapakowały nas na przyczepę ciągnioną przez traktor, pani Joasia włączyła silnik i ruszyliśmy droga przez las. Trzęsło niemiłosiernie, ale podobało się wszystkim, więc wyraziliśmy swoje życzenie, aby tym pojazdem wrócić do Poznania.

I wreszcie upragniony posiłek, najpierw jedliśmy swoje śniadanko, a nad ogniskiem piekły się ziemniaki w mundurkach, a na stole stała miska z gzikiem. Ależ niektórzy się zajadali! Była piękna słoneczna pogoda, mogliśmy poszaleć na placu zabaw. Kiedy siedzieliśmy wokół ogniska dowiedzieliśmy się tylu ciekawych historii na temat ziemniaków, w gwarze poznańskiej, po prostu „pyrów”.

Na spotkanie z nami przyjechała pani, która robi takie różne cudeńka na szydełku, niektórzy próbowali zrobić kilka oczek albo nawlekać koraliki na sznurek. Kilkoro z nas zrobiło sobie bransoletkę inni zakupili coś na pamiątkę.



Nie chciało się wracać z tego na swój sposób uroczego miejsca z przesympatyczną gospodynią. Przed wyjazdem musieliśmy skosztować placka drożdżowego ze śliwką.

Z klasy pierwszej na uniwersytet

My, pierwszaki ze Społecznej Dwójki mogliśmy zobaczyć miejsca, w których uczą się znacznie starsi koledzy, studenci. Odwiedziliśmy Wydział Politologii i Dziennikarstwa na UAM. Idąc przez kampus mijaliśmy różne budynki, gdzie uczą się studenci historii, biologii, chemii, fizyki, ale naszym celem, było miejsce kształcenia przyszłych polityków i dziennikarzy. Mogliśmy zobaczyć aulę uniwersytecką, niektórym z nas wydawała się ogromna. Porównywaliśmy klasy, swoją i te, w których uczą się studenci. Nasza sala kolorowa, pełna naszych rysunków, piłki zastępują nam krzesła, ich zwyczajna stoły, krzesła i tablica. Wysłuchaliśmy krótkiego wykładu pana profesora Witolda Mazurczaka, tak nawiasem dziadka naszego kolegi z pierwszej” b” i jeszcze innego pana Piotra, który opowiedział nam, czym zajmują się studenci. Pokazał nam studio radiowe i telewizyjne. Było tam wiele ciekawych rzeczy: miękkie ściany, dużo lamp, ogromne mikrofony, wysokie fotele. Musieliśmy spróbować jak tam się siedzi, a wejść nie było wcale łatwo! Zadawaliśmy mnóstwo pytań, jak to my, dzieci ciekawe świata. Widzieliśmy bibliotekę i suuuper wyposażoną salę komputerową. Szkoda, że my takiej nie mamy! 

Być może niektórzy z nas będą chcieli zostać w przyszłości dziennikarzami albo politykami. Kto wie?

Z wielką przyjemnością wracamy do siebie, do tego co już zostało oswojone. Fajnie było obejrzeć inne miejsce.

Bardzo dziękujemy dziadkowi Stasia z 1 b za zaproszenie. Było super!!!



Uczniowie 1 „a” z wychowawczynią