piątek, 11 stycznia 2019

Nasi przodkowie


W tym tygodniu podczas zajęć rozmawiamy o rodzinie. Temat bliski chyba każdemu, bo kto nie kocha rodziców, babci i dziadka. Pani poprosiła nas  o przyniesienie fotografii członków naszych rodzin. Następnego dnia zajęcia rozpoczęły się od wyjaśniania takich pojęć jak: przodek, ród, drzewo genealogiczne. Już po kilku minutach okazało się, że na ten temat wiemy już dość dużo, pani cały czas dopowiadała, podawała przykłady znamienitych polskich rodzin. Wspomniała o rodzinie Raczyńskich, bo przecież Edward hrabia Raczyński, to patron naszej szkoły, a potem głos oddała nam. Pierwszy zgłosił się  Maciek T. Przyniósł fotografie swoich rodziców, brata, dziadków i pradziadków. Z dumą opowiadał o dziadku Leszku, babci Jasi i babci Dance i jej mężu- żołnierzu, wspomniał też niedawno zmarłą prababcię. O każdej postaci potrafił powiedzieć, na odwrocie niektórych zdjęć znajdowały się krótkie opisy, które pomagały identyfikować postaci. Julka przyniosła bardzo mocno rozbudowane drzewo, od kilku pokoleń. To tata Julki zrobił taki prezent dla swoich dzieci, czyli dla Julii i Bartka. Przygotowanie tak rozbudowanego drzewa kosztowało na pewno wiele pracy, ale dzięki temu dzieci będą doskonale wiedziały, kim byli ich przodkowie. Antoś pochwalił się swoim rodzeństwem, rodzicami, opowiadał o babci Joli i dziadku Jacku oraz babci Władysławie i dziadku Janku, a także o pradziadku Tadeuszu, który był żołnierzem. Dalej głos zabrała Paulinka i opowiedziała o swojej rodzinie, najwięcej uwagi poświęcając babciom i dziadkom, nie zapomniała o rodzicach. Mnóstwo zdjęć przyniosła Natasza i opowiedziała o swojej rodzinie: mamie, tacie, babci Grażynie i cioci Asi, którą wszyscy nazywają Lucynką.   Maciek P. przyniósł fotografie rodziców i brata, opowiedział o ich zainteresowaniach, pasjach i wspólnych wyjazdach. Temat był tak interesujący, że jeszcze następnego dnia głos zabrali Witek, Franiu i Kazik. Witek przyniósł też drzewo swojej rodziny i dowiedzieliśmy się, że nosi imię po swoim pradziadku i pochodzi z rodu, który posiada swój herb - Prus. To było dla nas niezwykle ciekawe. Witek posiada dwuczłonowe nazwisko, a pani wyjaśniła, że był taki pisarz, który posługiwał się nazwiskiem Bolesław Prus/ od herbu/, bo jego prawdziwe nazwisko to Aleksander Głowacki. Witek przyniósł taką książkę, w której można było obejrzeć mnóstwo zdjęć rodziny Prus- Głowackich, z dumą o nich opowiadał, szczególnie o pradziadku Witoldzie, który był żołnierzem i służył w Pułku Ułanów. Podobnie jak inni koledzy, Franiu mówił o swoich rodzicach, babci Basi I Gabrysi, dziadku Czesiu i siostrze Zosi.  Kazik przyniósł zdjęcie z ostatniej Wigilii, na której zjawiła się cała rodzina. Kazik ma troje rodzeństwa, dwie babcie i dziadków, ciocie, wujów i kuzynów. Super mieć taką dużą rodzinę! To były niezwykle ciekawe zajęcia, tyle się dowiedzieliśmy o sobie i swoich bliskich. Kochamy nasze mamy, ojców, rodzeństwo, ciocie, wujków, ale chyba nasze twarze uśmiechały się najbardziej, kiedy mówiliśmy o babciach i dziadkach, tych którzy często spędzają z nami każdą wolną chwilę, opiekują się nami. Wkrótce ich święto, przygotowaliśmy już piękne laurki, jeszcze musimy tylko napisać życzenia!
Przed nami zimowe ferie – hura!


sobota, 22 grudnia 2018

Spotkanie wigilijne


W piątkowy poranek wszyscy przybyli do szkoły punktualnie. Już poprzedniego dnia rodzice przynieśli niezbędne do przystrojenia stołu akcesoria. Pierwsza  w szkole była mama Paulinki i razem z panią przystąpiły do nakrywania stołu. W szkole ogłoszono akcję „Wigilia bez plastiku”, więc pani Joasia przyniosła dla wszystkich  porcelanowe talerzyki, stalowe łyżeczki i widelczyki. Chwilę później przyszły mamy Antka, Ani, kolejno pojawiali się rodzice innych dzieci. Mama Kazika upiekła pyszne marchewkowe ciasto, babcia Nataszki szarlotkę, mama Paulinki babeczki. Stół bardzo szybko zapełnił się mandarynkami, winogronem, no a przede wszystkim należy wspomnieć o pierniczkach, które upiekliśmy i ozdobiliśmy sami. Najpierw daliśmy rodzicom drobne upominki, a potem zaśpiewaliśmy   piosenkę, połączoną z ruchem, przy której często bawiliśmy się w ostatnim tygodniu,  a kolejne jej  zwrotki  opowiadają o różnych zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem takich jak, pieczenie pierników, obdarowywanie się prezentami, choinka, pierwsza gwiazdka itd. Słowa piosenki napisała nasza pani.
Następnie usiedliśmy przy stole,  pani  Danusia dała wszystkim opłatki, złożyła nam życzenia, a potem my składaliśmy sobie życzenia nawzajem. Zajadaliśmy pyszności, słuchając kolęd, wspominaliśmy nasze spotkania z Gwiazdorem i takie różne historie, kiedy byliśmy młodsi.  Śpiewaliśmy kolędy, Maciek zagrał nam na flażolecie, marzył o tym od dłuższego czasu. Chyba największą przyjemność sprawiły nam prezenty –  książki, które leżały w worku pod choinką. Każdy dostał swoja wymarzoną, nasza pani też dostała książkę. Obejrzeliśmy fragment filmu o Rudolfie, bo o 10.30  musieliśmy iść do świetlicy, gdzie spotkała się cała społeczność edukacji wczesnoszkolnej. Obejrzeliśmy Jasełka, przygotowane przez koło teatralne, słuchaliśmy kolęd wykonanych przez flażolecistów.
Pani Danusia, w imieniu pań z biblioteki wręczyła nagrody dzieciom za konkurs o przygodach jedenastej skarpetki. Nasz maciek P. otrzymał pierwszą nagrodę za opowiadanie, a Franek i Maciek T. zdobyli drugą nagrodę za komiks. Gratulacje dla naszych chłopaków.
Do zobaczenia w szkole po Nowym Roku!


wtorek, 18 grudnia 2018

Zaczarowany Las


Cóż to takiego ten zaczarowany las? – pytaliśmy panią, kiedy oznajmiła nam, że jedziemy na wycieczkę. Zobaczycie kochani – odpowiadała pani Danusia. I  miejsce to pozostało niespodzianką do końca, czyli poniedziałkowego poranka. Za to jakie na nas zrobiło wrażenie! Ogromny plac zabaw z przeróżnymi przyrządami do zabawy: zjeżdżalnie, trampoliny, labirynty, ale zanim tam nas wpuszczono, musieliśmy wysłuchać opowiadania połączonego z pokazem, miłej pani,  na temat procesu powstawania bombek. To było nawet ciekawe! Pani powiedziała, że za chwilę przystąpimy do malowania ozdób, więc chwila zabawy przyda się każdemu. Było super!. Mogliśmy rozładować swoją energię. Czasem jeden drugiego niechcący potrącił, ale szybko o tym zapominaliśmy, bo zabawa była przednia. Potem pani podzieliła nas dwie grupy, bo oczywiście do Kobylnik pojechaliśmy z zaprzyjaźnioną drugą „b”. Jedna grupa malowała bombki, druga wykonywała torebki do zapakowania naszych ozdób. Dostaliśmy bombki ze szkła, palety, białą farbę i pędzelki poszły w ruch. Błyskawicznie na szkle pojawiały się płatki śniegu, choinki, gwiazdki, reniferki, bałwanki, A jak coś się nie udało, to jedna rzecz zamieniała się w drugą. Potem pani prowadząca, na farbkę nakładała klej, do którego przyczepiał się brokat. Każdy wybierał kolory brokatu dla poszczególnych elementów swojej bombki. U drugiej pani, najpierw rysowaliśmy, co chcielibyśmy dostać od Gwiazdora, a później robiliśmy piękne opakowania z głową renifera.  Pięknie pomalowane bombki zostały zapakowane do kartoników, żeby się nie zbiły, a kartoniki powędrowały do papierowych torebek. Efekt końcowy cudowny! Chyba spodoba się naszym bliskim, na pewno obejrzą podczas wigilijnych spotkań rodzinnych, nasze dzieła.
Po wykonaniu naszych prac znowu poszliśmy  poszaleć na plac, przecież nam się należało.
Zaczarowany Las, to piękne miejsce, szczególnie w tym okresie przedświątecznym, bogato przystrojone w przeróżne ozdoby. Wzroku nie można było oderwać. Można było też kupić kule śnieżne, skarpety i oczywiście ręcznie robione bombki, same cudeńka!
Ależ kochamy ten czas, tyle się dzieje! A co nas jeszcze czeka?


środa, 12 grudnia 2018

Czekamy na święta


Choinka już ubrana, sala przystrojona, to teraz czas na pierniki. W poniedziałek od samego rana w klasie wielkie zamieszanie. Na ławkach lądowały wałki, deski i foremki do wykrawania ciasta. Nie wszyscy pamiętali, co tego dnia mieli przynieść. Pani Danusia poratowała Antka dużym marmurowym wałkiem, Kazika deską. Mam Ani szybko wyskoczyła do Carrffoura i przywiozła  cały komplet akcesoriów potrzebnych do robienia pierników. Natasza przyniosła ciasto zrobione przez babcię, każdy otrzymał swoja porcję, oczywiście dla pani też, przytaszczyła kilogram mąki, jakby ciasto się nam za bardzo kleiło. No i kleiło się zewsząd było słychać: Proszę pani ja nie umiem, mi nie wychodzi! Pani podchodziła, sypała mąkę, pomagały też niektóre dziewczynki, te bardziej doświadczone, bo wcześniej z babcią albo mamą pierniki piekły. Pani tylko powtarzała –„ Dzieci, spokój cechuje mistrzów!” No i chyba pomogło, bo po chwili na stołach nakrytych białym papierem i talerzykach pojawiały się aniołki, bałwanki, pan ciasteczko, reniferki, gwiazdeczki, wiewióreczki… Od razu zmienił się nam humor, na twarzach zagościł uśmiech i można było usłyszeć –„ Zobacz mojego renifera, a moja wiewiórka jaka piękna”. Radości było co nie miara. Pani uwijała się jak w ukropie. Zabierała nasze cudeńka i wkładała do piekarnika.  Pierniki szybko się piekły, ale blaszki malutkie, więc trwało to cztery godziny. Zapach unosił się w całej szkole. Takie mniej udane pierniczki zjedliśmy sobie. We wtorek od rana znowu zamieszanie, bo pierniczki trzeba ozdobić. Dzisiaj wszyscy przygotowani do pracy, akcesoriów mnóstwo: pisaki, polewy o przeróżnych smakach, lukier, posypki, gwiazdki, kuleczki w każdym kolorze. Dzieliliśmy się wszystkim. Tylko było słychać: - Potrzebuję niebieską polewę. Kto ma żółty pisak?..  Już mieliśmy drobną wprawę, bo w ubiegłym roku dekorowaliśmy pierniczki z naszymi starszymi kolegami. Wszyscy wykazali się dużą inwencją twórczą. Udało się! Pierniczki są przepiękne. Podzielimy się nimi z naszymi bliskimi, a resztę zjemy podczas  klasowej Wigilii.
 Dziękujemy babci Nataszy za wspaniałe ciasto! Mieliśmy naprawdę ogromną frajdę podczas tych dwóch dni.

sobota, 8 grudnia 2018

Mikołajki


Kolejny raz, kiedy jesteśmy w szkole nadszedł 6 grudnia. Któż nie lubi takiego dnia jak mikołajki? Uwielbiamy prezenty nawet te małe. Najpierw w klasie rozmawialiśmy o tradycji tego święta, mówiliśmy o swoich marzeniach, a potem pisaliśmy listy do świętego Mikołaja. Każdy pisał o tym co chciałby dostać pod choinkę. Oczywiście myśleliśmy o czymś  dla siebie, ale wspomnieliśmy też  tym czego chcielibyśmy dla naszych bliskich np. żeby mama była zdrowa, brat nigdy nie chorował, żeby nie było wojen. Bardzo się ucieszyliśmy, bo pani powiedziała, że   też dostaliśmy list od Mikołaja, w którym napisał, że jesteśmy fajnymi dzieciakami, bo umiemy się dzielić i myślimy też o drugim człowieku. Ta miłe, kiedy ktoś zauważa i docenia takie rzeczy, chociaż nie mówimy i nie robimy czegoś, żeby ktoś nas chwalił.
Dostaliśmy od Mikołaja upominki. To był taki niezwykły dzień, wszyscy mieliśmy na głowach mikołajowe czapki, ubieraliśmy choinkę, zrobiliśmy z kółek orgiami portrety Mikołaja. Pani wywiesiła inne dekoracje. Teraz w naszej sali pięknie pachnie świerkiem, na parapetach okiennych stoją renifery i tuje ze światełkami. 6 grudnia odwiedziły nas pani dyrektor, pani psycholog i pani pedagog, poczęstowały nas pysznymi cukierkami, śpiewaliśmy piosenkę o choince, było bardzo wesoło. A następnego dnia pojechaliśmy do Teatru Animacji na spektakl „Bombka z gwiazdką”, który opowiada o tradycjach Bożego Narodzenia.
No przecież święta tuż, tuż! Już nie możemy się doczekać!


Uciekające skarpetki i nie tylko.


Prawie w każdym domu zdarzają się podobne historie, dziwnym trafem giną skarpetki. Wszyscy zastanawiamy się co się z nimi dzieje, a pani Justyna Bednarek wpadła na pomysł, aby opisać to ciekawe zagadnienie. Wszystko zaczęło się od dnia, kiedy spacerowała i na ulicy znalazła leżącą skarpetkę. To wtedy wpadła na pomysł napisania książki, a my dowiedzieliśmy się o tym wszystkim podczas spotkania z pisarką.
Kolejny raz pani Krystyna z Księgarni z Bajki zaprosiła nas na autorskie spotkanie, podczas którego pani Justyna Bednarek opowiedziała nam o swoich doświadczeniach z pisaniem książek. Zdradziła nam, że pisze dopiero od czterech lat, a na swoim koncie ma  ponad dwadzieścia książek. Zasłynęła z książki „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”. Znamy je wszystkie, bo najpierw pani Danusia wprowadziła nas w ten fascynujący świat dziwnych losów skarpetek, a później czytaliśmy już sami. Na spotkaniu zobaczyliśmy kolejną książkę czyli „Dalsze przygody skarpetek”. Pani Justyna ma niezwykły dar opowiadania. Przybliżyła nam również opowieść o zabawnej i przyjaznej czarownicy, która umie cofnąć czas, zamieniać żołędzie w złote dukaty, a siebie w muchę. Tego wszystkiego można się dowiedzieć z książki „Babcocha”. Dużo uwagi pisarka poświęciła kolejnej swojej książce pt” Pięć sprytnych kun”. To książka z przepisami. Kuny mają ogromny talent kulinarny, często grasują na warszawskich Bielanach.
Atmosfera podczas spotkania była niesamowita, na sznurku wisiały skarpetki, tak jak w naszej szkolnej bibliotece, w której  został ogłoszony konkurs na napisanie opowiadania albo wykonanie komiksu o przygodach jedenastej skarpetki. Mogliśmy zadawać pani Justynie pytania, a ona chętnie na wszystkie odpowiadała. Julka i Franiu kupili książki i otrzymali autograf autorki. Podziękowaliśmy obu paniom, laurkami, oczywiście z symboliczną skarpetką.
To takie miłe, kiedy książki sprawiają radość, a przy okazji można spotkać jej autora.

Spotkanie z pisarzem  - GALERIA

poniedziałek, 12 listopada 2018

Rogalowe Muzeum Poznania


Wew piontek rychło rano, wszyściutkie mele i szczuny  wysztafirowane przyszły do lani. Najsopmpierw my pogodali o Świncie Odzyskania Niepodległości. Zaś my oblekli mantle i boby i ruszyli autobusem z naszygo fyrtla na Małe Garbary. Caluśka wiara wyległa z autobusa i na szage my pognali do Rogalowego Muzeum. Tam czekali na nos wuje. Dali nam pikne boby, które wylondowały na naszych globusach. Zez rułom my sie uplaszcyli  na łowkach, a wuja zaczoł godać do nos gwarom. Ale mioł godane! Nie wszytko my rozumieli. Wuja nos pytoł jakie słowa znomy. I my godali: szneka z glancem, bimba, bejmy, pyry, ryczka….. Zaś wuja nos uczył, jag sie nazywajom się czyńści naszygo ciała. Już wimy, że momy globus, klapioki, kliber, jape, sznupe, a żrymy dżuzgawki, swientojanki, glubki,  redyski. Ale my się chichrali! Poruta, że my poznanioki nie znomy  naszygo jezyka. Zaś przyszdł drugi wuja,taki łęgol, zaprosił nos do stołu i całkom naszom eke podzielił na pary i doł nom kulki ciasta. My je oglądali, gnietli wew pazurach, świgali nimi,zaś wałkowali, ciyli knypkami na trójkonty. Wuja nakłodoł nom mase makowom. I rug- cug mieli my rogaliki. Kiej nakrył je serwytką, godoł nom, jak Świnty Marcin jechol na śrupie i skond momy tradycje jedzynia rogoli. Wuja przyniósł gotowe świeżutkie słodkie, a my z apetytem szysko spucnyli. Na ostatek kożden jeden dostoł dyplom i pamiontkowy magnes.
Zaś ojciec Staszka zabroł nos na przechadzke po Starym Rynku. My kikali ślipiami, kryncili globusami na wszytkie strony , nastowiali klapioki, roztwierali sznupy i słuchali, co godo wuja Janek. To buło ekstra ciekawe!
O dwunastej my wrócili do lani. A od jutra mamy rych wolne oż 3 dni. Hura!



W piątkowy poranek przed Świętem Niepodległości wybraliśmy się do Rogalowego Muzeum. W Poznaniu istnieje tradycja jedzenia rogali świętomarcińskich, a my mieliśmy poznać tajniki ich wypiekania i w ogóle historii. Autobusem nr 74 pojechaliśmy w kierunku Starego Rynku. Wysiedliśmy  na przystanku Małe Garbary i pomaszerowaliśmy w kierunku naszego celu. Szybko dotarliśmy do ulicy Klasztornej, gdzie czekali na nas ubrani specjalne stroje, panowie. Zaprosili nas do jednej z trzech sal, w których goszczą wycieczki. Przy wejściu otrzymaliśmy wysokie, brązowe czapki, takie same jak nasi przewodnicy. Założyliśmy czapki na głowy, zajęliśmy miejsca na ławeczkach. Wtedy jeden z panów zaczął do nas mówić gwarą poznańską. Nie wszystkie, szybko wypowiadane słowa, rozumieliśmy. Okazało się, że wiemy co to szneka z glancem, ryczka, bejmy, bimba, pyry …. I na tym nasza znajomość gwary  się skończyła, więc pan przystąpił do nauki. Najpierw poznaliśmy wyrazy oznaczające części naszego ciała: globus, klapioki, kluka, japa, sznupa, kielochy, giry, szkity. Mocno nas rozbawiły te nazwy, potem poznaliśmy szereg innych wyrazów takich jak: mele, szczuny, wiara, śrup…. Tak się śmialiśmy, że pan musiał  często nas uspakajać. Co począć, kiedy wyrazy gwarowe mają takie dziwaczne brzmienie. Potem usłyszeliśmy historię Świętego Marcina, kim był, co zrobił. No, a  najważniejsze przesłanie tej historii  – trzeba umieć się dzielić.

Po chwili, przyszedł drugi z panów. Podzielił nas na zespoły dwuosobowe. Stanęliśmy wokół dużego stołu. Każda para otrzymała kulkę ciasta, którą ugniataliśmy w rękach, podrzucaliśmy. Potem dostaliśmy wałeczki i trzeba było  rozwałkować  kulkę na płaski placek. Nożykami wycięliśmy trójkąty. Ciasto, to tylko jeden element rogala, ważne jest nadzienie z białego maku i bakalii. Nadzienie już było przygotowane, więc pan na każdy trójkąt wydusił taką rurkę masy. Dalej należało wykonać nacięcie i zwinąć rogala według instrukcji prowadzącego. Wszystko się udało. Rogale trzeba było pozostawić, aby ciasto wyrosło. Długo musielibyśmy czekać i wtedy pan, który uczył nas gwary, wkroczył z tacą pełną gotowych rogali i nas poczęstował. Bardzo nam smakowały. Były pyszne! Tradycja wypiekania rogali wiąże się z ze Świętem Niepodległości, więc kiedy zajadaliśmy się pysznościami, oglądaliśmy krótki filmik związany ze świętem. Na koniec mogliśmy udać się do sklepiku i kupić sobie pamiątkę z muzeum i rogala. Niektórym rogale, tak smakowały, że nic nie donieśli do domu.
Tego dnia mieliśmy dodatkową atrakcję. Tata Stasia z drugiej „b” oprowadził nas po Starym Rynku i wokół niego, przekazując ciekawostki dotyczące miejsc i budynków. Zrobił to fachowo, bo przecież jest przewodnikiem. Dziękujemy! A później to już tylko pozostał powrót do szkoły i dalsze zajęcia.
Przed nami jeszcze świętowanie z rodziną. Hura!







środa, 7 listopada 2018

Świętujemy


Za nami Wszystkich Świętych i Zaduszki. Spędziliśmy te dni w towarzystwie swoich rodzin, bo właśnie z najbliższymi stawaliśmy przy grobach tych, którzy odeszli. Towarzyszyła nam zaduma, ale też mile wspomnienia.
Podczas lekcji czytaliśmy różne teksty, rozmawialiśmy jak należy zachowywać się  na cmentarzach. Razem z kolegami z klasy pierwszej „a” i drugiej „b” i naszymi paniami wybraliśmy się na Poznańską Cytadelę. To piękny park, ale tez stary cmentarz, gdzie znajdują się groby i pomniki powstańców wielkopolskich, żołnierzy i ludzi, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej. Spacerowaliśmy po cmentarzu, zatrzymywaliśmy się, a pani Danusia opowiadała nam różne ciekawostki dotyczące historii pomników i ludzi pochowanych w mogiłach. Byliśmy zainteresowani przede wszystkim grobami  powstańców, bo w tym roku obchodzimy 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości, a powstanie wielkopolskie miało miejsce dokładnie sto lat temu. Zapaliliśmy znicze powstańcom. Obejrzeliśmy stare samoloty i czołgi. Zatrzymaliśmy się na placu zabaw, zjedliśmy śniadanie, trochę zgłodnieliśmy i mieliśmy chwilę na zabawę. Słonko pięknie przygrzewało i naprawdę było ciepło, przecież mamy już listopad. Wracając, mogliśmy podziwiać przepiękne kolory jesieni. Dużą frajdę sprawiało nam stąpanie po dywanach z liści.

Cytadela  -  GALERIA

niedziela, 21 października 2018

Jesień w lesie.


W ostatni dzień zapowiadanej jeszcze  letniej pogody, wybraliśmy się do lasu. Zabraliśmy ze sobą wszystkie dostępne akcesoria naszych rodziców dziadków i swoje własne, aby z bliska przyjrzeć się temu co dzieje się w lesie. Poprzedniego dnia przypominaliśmy sobie zasady zachowania w lesie, bo niby wszystko wiadomo teoretycznie, a jak chce się krzyknąć, to często zapominamy, gdzie jesteśmy. Jadąc  kilka przystanków autobusem nr 74, dotarliśmy do lasu zwanego Żurawińcem. Zwarta grupą razem z  klasą drugą „b” ruszyliśmy przed siebie. W lesie panował błogi spokój. Od czasu do czasu przemknął obok nas jakiś biegacz albo mama ze swoim dzieckiem wózku. Wszyscy przecież pragną zaczerpnąć świeżego powietrza. Od razu w ruch poszły lupy, lornetki, tych było najwięcej. Obserwowaliśmy pięknie rozświetlone słońcem korony drzew, wypatrywaliśmy ptaków. Czasem spoglądaliśmy pod nogi. Spotkaliśmy grzyby, oczywiście trujące, zauważyliśmy hubę, przyrośniętą do pnia drzewa i kilka owadów. Najpiękniejsze kolory można było dostrzec na liściach. Od pani dostaliśmy karty pracy, które wyznaczały nam szereg zadań do wykonania, takich jak wybór drzewa, nazwanie go, określenie  cech jego poszczególnych części, czyli pnia, korony, liści. Prze kalkę odwzorowaliśmy kształt kory drzewa. Robiliśmy notatki na temat tego, co nas najbardziej zainteresowało. Z ptaków udało się nam rozpoznać głos sójki, sroki i dzięcioła. To była super zabawa! W lesie zjedliśmy śniadanko, a był tez czas na krótką zabawę na polanie. Po powrocie do klasy rysowaliśmy swoje drzewo.
To była kolejna ciekawa wycieczka!

środa, 17 października 2018

Co u nas słychać?


Jesteście ciekawi? To poczytajcie! Ten tydzień zaczął się świętem, a co świętowaliśmy, a no Dzień Edukacji Narodowej. W tym roku 14 października, to niedziela. Wzmożony ruch w szkole można było zaobserwować już w piątek. Uczniowie biegali po szkole z kwiatami. Przedstawiciele Samorządu Szkolnego składali nauczycielom życzenia i częstowali ich pysznym jabłecznikiem i babeczkami. My, uczniowie edukacji wczesnoszkolnej świętowaliśmy ze swoimi paniami w poniedziałek. Pani Marta od rytmiki, ma zawsze ciekawe pomysły na piosenki i życzenia. W tym roku to była taka piosenka o kaczętach, które pięknie rozwijają a później stają się pięknymi łabędziami. Tak też dzieje się z nami, pod okiem naszych nauczycieli, zmieniamy się, stajemy się coraz mądrzejsi. W dniu Edukacji Narodowej, złożyliśmy życzenia wszystkim nauczycielom nie zapomnieliśmy o pracownikach szkoły, którzy dbają, abyśmy zawsze byli bezpieczni i dobrze się czuli w Społecznej Dwójce.  Panie słuchały ze wzruszeniem życzeń i piosenek, a potem była ogromna przyjemność dla nas, bo poszliśmy do kina. Klasy drugie i trzecie obejrzały piękną historię psa- wilka  pt. „Biały Kieł” Nasi młodsi koledzy inny film, coś o księżniczkach.
Następnego dnia, we wtorek poszliśmy do Domu Kultury „Bajka” na spotkanie z pisarką panią Magdą Podbylską. Były tam jeszcze dzieci z innych szkół. Pani Magda pochodzi z Poznania, więc szczególnie bliskie są jej wydarzenia związane z naszym miastem . Na dzisiejszym spotkaniu pisarka opowiedziała nam o swojej nowej książce „A u nas, powstanie”. To książka o wydarzeniu, które miało miejsce sto lat temu. Niektórzy z nas słyszeli o Powstaniu Wielkopolskim, a kto nie słyszał, to dzisiaj się dowiedział. Na pewno zapamiętamy nazwisko Ignacego Paderewskiego. Autorka opowiedziała nam w jaki sposób książka powstała, pokazała nam w jaki sposób odróżnić fakty od fikcji, czyli czegoś wymyślonego oraz jak wyglądali powstańcy. Zaciekawiła nas niektórymi zwrotami z poznańskiej gwary, a później odbyła się taka konferencja prasowa. My zadawaliśmy pytania, a pisarka na nie odpowiadała. Rozwiązywaliśmy także zagadki, które sprawdzały naszą uwagę i spostrzegawczość . W nagrodę dostawaliśmy piękne zakładki do książek. Wielu z nas zakupiło książkę autorki. W zamian mogliśmy chwilę porozmawiać z panią Magda Podbylską i otrzymaliśmy krótkie wpisy do książek.
Spotkanie z pisarzem, to niezwykle ciekawe przeżycie!

Co u nas słychać?  -   GALERIA

wtorek, 2 października 2018

Akcja KROKUSIK


Z inicjatywy rodziców zrodził się pomysł sadzenia cebulek pierwszych wiosennych kwiatów, aby wiosną wokół szkoły roztaczały się przepiękne dywany kolorowych kwiatów. Pomysł bardzo spodobał się wszystkim, bo kto nie lubi widoku kwitnących kwiatów? Do akcji włączyła się cała szkoła. My poprosiliśmy naszych tatusiów, aby przekopali nam ziemię, co uczynili wczoraj. A dzisiaj zaopatrzeni w łopatki, grabki, rękawice ruszyliśmy do wyznaczonego miejsca , aby zrobić dołki, włożyć cebulki i przysypać je ziemią. My druga „a” sadziliśmy,  na placu zabaw, przed oknami naszej sali lekcyjnej. Włożyliśmy do ziemi setki cebulek tulipanów, krokusów, hiacyntów. Mamy nadzieję, że cebulki się przyjmą, nie zmarzną, a  wiosną będziemy mieli piękny widok i radość z naszej pracy.
Dzisiaj  w ogóle mieliśmy super dzień. Dwie nasze koleżanki: Julka i Natasza obchodziły swoje siódme urodziny.  Natasza przyniosła pyszną szarlotkę, a Julka rogaliki, które upiekły dla nich babcie. Dziękujemy!
Ale mieliśmy Super Ucztę, a po takim poczęstunku robota paliła nam się rękach.


niedziela, 30 września 2018

W Ogrodzie Dendrologicznym


Od kilku dni zmieniła się pogoda. Trudno się dziwić. Nastała jesień. Zaczęliśmy się inaczej ubierać. W szkole rozmawiamy o jesieni w różnych miejscach: na polu, w ogrodzie, w sadzie. A piątek nasze panie zabrały nas do Ogrodu Dendrologicznego, żeby sprawdzić jak wygląda jesień w lesie. Dziwne, w nazwie ogród, a środku las. O co chodzi! Kiedy weszliśmy na teren Uniwersytetu Przyrodniczego, spotkaliśmy się z panią Agatą, która z nami prowadziła zajęcia i  wyjaśniła co to jest ta dendrologia! Dowiedzieliśmy się ten termin ten oznacza naukę o drzewach i krzewach, stąd w ogrodzie same drzewa i krzewy. Nagle wszystko stało się jasne! Pani Agata najpierw przeczytała nam ciekawą książkę, bajkę o zwierzętach i powiedziała, że jak uważnie będziemy nasłuchiwać i obserwować, to może uda się nam spotkać, któregoś z bajkowych bohaterów. Ruszyliśmy na poszukiwania. Udało się nam usłyszeć odgłosy dzięcioła i zobaczyć jak przemieszcza się z gałęzi  na gałąź, bardzo wysokiej sosny. Idąc znajdowaliśmy różne skarby: liście, łupiny orzechów, i owoce różnych drzew, podsuwaliśmy pani Agacie, która wyjaśniała z jakich drzew pochodzą nasze skarby. Duże zainteresowanie wzbudził orzech czarny, drzewo, które wielu z nas widziało pierwszy raz. Nadgryzione łupiny świadczyły o obecności wiewiórek. Bardzo podobały się nam liście klonu palmowego, który robi się jeszcze piękniejszy późną jesienią, kiedy przybierają czerwoną barwę. Spotkaliśmy ciekawe okazy dębów, pod którymi leżało mnóstwo żołędzi, modrzewie oraz różnorodne krzewy jeżyn. Najwięcej radości sprawiło nam zbieranie kasztanów. Niektórzy nazbierali ich  pełne kieszenie i plecaki, bo w mieście wszystkie kasztany, które spadną z drzew są natychmiast podnoszone  przez dzieci. Mogliśmy przyjrzeć się z bliska pniu dębu czarnego, który został wyciągnięty z bagna, a  przeleżał  w nim setki lat. Byliśmy dość hałaśliwą grupą, więc zwierzęta się chyba przed nami  pochowały. Pod koniec naszego spaceru wśród drzew zaświeciło  słońce  i wtedy cała otaczająca nas przyroda była jeszcze piękniejsza. Dobrze, że są takie miejsca, oazy zieleni, w których  panuje cisza i spokój, a przecież w pobliżu przebiega droga szybkiego ruchu.
Żadna nawet najciekawsza książka czy lekcja w szkole nie zastąpią takiego przeżycia jakie daje nam bliski kontakt z naturą!

W Ogrodzie Dendrologicznym  -  GALERIA

wtorek, 18 września 2018

Jak dawniej!


W poniedziałkowy poranek wyruszyliśmy do Centrum Sztuki Dziecka. W tym miejscu na Scenie Wspólnej oglądaliśmy zawsze jakieś spektakle i byliśmy przekonani, że i tym razem będzie tak samo. A tu takie zaskoczenie!  Przed budynkiem przygotowane nagłośnienie i czekają na nas aktorzy, dwie panie i jeden pan, ubrani w czarno- białe stroje,  w kratkę,  w paski i w kropki, i zapraszają do wspólnej zabawy. Jeden z aktorów śpiewał, a właściwie rapował, nas nauczył refrenu i wspólnie pośpiewaliśmy, skacząc i wymachując rękami. Było głośno i wesoło. Bawiliśmy się w takie różne zabawy jak „kółko  i krzyżyk”, graliśmy w gumę, recytując przy tym takie śmieszne wierszyki : Myszka Miki gra w guziki…., guma przybierała różne kształty, trzeba było się przeciskać przez otwory, nie dotykając gumy. No, nie zawsze się to udawało. A pani opowiedziała nam taka historię, że jak kiedyś nie było takich ładnych gum , to dzieci wyciągały gumę z majtek, wiązały ją i wtedy można było poskakać.  Jednak kiedy się to wydało i domownicy nie mogli założyć majtek bez gumy, bo spadały, to dopiero była awantura. Ale trzeba przyznać, że dzieci były pomysłowe. Potem była inna zabawa: Raz dwa, trzy Kropka patrzy. Ta zabawa polegała na tym, że ustawialiśmy się za plecami pani Kropki i przesuwaliśmy się do przodu umówionym wcześniej krokiem np. tanecznym, tip-topami, ale kiedy Kropka się odwróciła należało się natychmiast zatrzymać a wygrywał ten, kto najszybciej pokonał odległość i stanął za plecami prowadzącej. Było dużo śmiechu, a niektórzy trochę oszukiwali, bo jak zwykle każdy chciał wygrać. Wykonywaliśmy też ćwiczenia sprawnościowe. Podawaliśmy klocki. Ogólnie to były zabawy w jakie bawili się na podwórkach nasi rodzice i dziadkowie. Oni mieli dużo czasu, bo nie było komputerów, telefonów i starsi członkowie naszych rodzin spędzali dużo czasu na przysłowiowych podwórkach. Bardzo podobała nam się końcowa część zabawy, kiedy każdy miał wybór i bawił się w to, co sprawiało mu największą radość. Dostaliśmy kolorowe kredy i mogliśmy coś namalować czyli zostawić swój ślad. Resztę swojej energii rozładowaliśmy na pobliskim placu zabaw, przecież na Cytadeli jest ich kilka.
Po drodze zwracaliśmy szczególną uwagę na przejścia przez jezdnię. Zawsze w takich sytuacjach musi być bezpiecznie, więc się trochę pilnujemy, nasz panie o to bardzo dbają.

Zdjęcia  wykonał pan Maciej Zakrzewski

Podwórkowe zabawy   -  GALERIA